Stało się, skończyłem się. Rock n Rollowy Autyzm Tata się oficjalnie skończył. Wierzysz w to?  Nie ma już tego gościa którego poznałeś jakiś czas temu, skończył się gość którego książkę przeczytałeś. Ten facet nie istnieje, ten gość już nie jest tym samym facetem. Wiesz o tym? Prawda? Udowodnię Ci to!

Przechodzę przez tornado, życie mnie mieli i wypluwa jak kot swoje kłaczki. Wszystko w co wierzyłem, wszystko co kochałem, czym żyłem przeszło w stan ulotny. Nie dosłownie, a w przenośni. Moje pisanie i głowa jest w innym miejscu. Autyzm nigdy nie był jedynym tematem, zawsze starałem się pisać o ojcostwie, rodzicielstwie, pasjach i problemach dotykających mnie samego i moją rodziną.

Z racji tego że rodzina to temat który się bardzo skomplikował, autyzm jest i będzie w moim życiu tematem ważnym, jednak myśle że chwilowo czas na to co siedzi w moim serduchu. A co w nim siedzi? Wielka, jebana, nieogarnięta pustka i smutek. I nie mówię tu o braku tematów do pisania, a o pustym miejscu które wypełniały starannie zaplanowane chwile, chwile wywalczone, chwile którymi się dzieliłem z Wami na blogu i w książce.

Skończyłem się. Jestem rozjebany jak gnój po polu, nie potrafię się pogodzić z brakiem dzieci na codzień, nie potrafię ogarnąć tęsknoty za dzieciakami, tego dziwnego przeświadczenia że to ja coś spieprzyłem.

Głowa i moja podświadomość ciągle mi płata figle. Budzę się rano i zastanawiam się co poszło nie tak, patrze w lustro i myśle o tym gdzie popełniłem błąd? Rock n Rollowy Autyzm Tata jest tylko człowiekiem, Nikodem Sadłowski jest gościem który potrafi się cieszyć życiem, ale i płakać codziennie przez ostatnie pare dni bo nie wie co się dzieje.

Wróciłem z PL, spędziłem mega fantastyczny czas z dzieciakami, udało nam się dogadywać z ex. Potem miałem tydzień road tripu po kraju, wśród przyjaciół i kiedy wracasz do pustego mieszkania i wiesz że przez kolejne dwa tygodnie twoje dzieciaki są tak daleko to zaczynasz się zastanawiać jak do tego doszło? Jesteś rodzicem? Masz rodzinę? To popatrz na to:

Zadaj sobie pytanie: Co musiałoby się wydarzyć byś zaakceptował fakt że nie mieszkasz ze swoimi dziećmi, widujesz je nie wtedy kiedy chcesz, a wtedy gdy jest to możliwe. Co musiało by się stać byś czytanie im bajek do snu i noc u Ciebie celebrował z łezką w oku. W jakim momencie zaakceptujesz to że ktoś z kim planowałeś przyszłość, każde wakacje, wspieraliście się nawzajem będzie oschła i nie do poznania? Jak wytłumaczysz sobie że nie jesteś już brany pod uwagę jak kiedyś w planowaniu czasu i przyszłości twoich dzieci choć zawsze byłeś kimś kto budował w nich poczucie niezależności, sprawiedliwości i wpierał w decyzjach?

Czy jest jakaś fizyczna czy mentalna miara która określi kiedy to już będzie do zrozumienia? Do zaakceptowania? NIE. Na takie rzeczy nie ma ani miary, ani zdrowego rozsądku. Pamiętajcie o jednym ważnym aspekcie. Nie powiem dziś na moją ex złego słowa. To nie jest tak że wywalam swoje żale bo to zła kobieta i przez to jest mi ciężko. NIE. To mega dobra kobieta z jajami, która jest świetną matką, była dobrą żoną i ma odwagę podążać za głosem swojego serca.

Ja chcę i będę pisał o tym co dzieje się u mnie, u moich dzieciaków, co mnie kręci, co nie, bawi i wkurwia. Pamiętajcie że tu, na blogu jesteście u mnie w domu, zapraszam was, a jeśli zaczniecie u kogoś w domu, stękać na jakość sofy, brzydko się zachowywać to was wyjebie za drzwi.

Nie chcę byś myślał/myślała że stękam. Nie biadolę. Piszę o tym co czuję, co mnie gniecie, popatrz na to jak na sposób mojej autoterapii i próbę ogarnięcia mojej głowy w tych okolicznościach. Nie uciekam w alkohol, nie uciekam w narkotyki, przygodny sex. Nie rozumiem działania mojej głowy, nie poznaje tego jak się czuje nawet fizycznie. Tęsknota która mnie wypełnia, smutek który odczuwam i zagubienie z którym staram sobie dać radę odczuwane są przeze mnie na poziomie fizycznym. Skurcze brzucha, uczucie osłabienia, migrena. Fizycznie czuje się jakby ktoś mnie walnął pięścią w bebechy. I po raz kolejny powtórzę, opisuje jak jest, nie użalam się nad sobą.

Myśle że jest to podobne uczucie do tego po diagnozie Maksa. Pytanie jak sobie z tym radzić? 

Masz jakiś pomysł? Wiem, napiszesz że czas leczy rany. Widzisz drogi czytelniku, czas mija i zamiast czuć się lepiej jest odwrotnie. Początek był jako taki, dziś widzę te zmiany, widzę jak bardzo jestem przywiązany do dzieci i spędzania czasu z nimi zawsze. Teraz dostrzegam że „jakoś to będzie” czy „dam radę” zmienia się w „jak to się stało?” i „co dalej?”

Pozwolisz że będę kontynuował moją drogę, bądź ze mną lub odejdź jak wielu z moich znajomych. Napisz coś niżej, nie bądź tylko kimś kto czyta i bierze. Daj choć raz.

 

AVE

Wykorzystujemy pliki cookies. Szczegółowe informacje w polityce prywatności.

Zapisz się aby otrzymać wiecej informacji o książce

Proszę wyślij mi informacje jak kupić książkę.

FreshMail.pl