Jestem rodzicem, ojcem, kimś kto skończył pedagogikę wczesnoszkolną i przedszkolną wiec teoretycznie powinien kumać jak się wychowuje dzieci. Dla mnie bycie ojcem to nieustająca uwaga i rozważanie tego co się dzieje w okół mnie i naszych dzieci. To stan ciągłego odkrywania, czytania emocji i sytuacji. 

Jak sami wiecie moje ojcostwo zaczęło się dopiero po jakimś czasie, na początku rozkminiałem jak podejść do tematu. Wzorce w jakich zostałem wychowany nie koniecznie były tymi które chciałbym przekazać swoim dzieciom. Zauważyłem że nie mam umiejętności do bycia lepszym wzorem niż mój własny tato.

Jan ( nasz tata) był dobrym człowiekiem, wspaniałym o wielkim sercu gościem ale życie w tamtych czasach jak i niepełnosprawność sprawiły że na nas padło wychowanie w dość surowych i konserwatywnych warunkach. Pamiętam jak dostałem paskiem, kablem od żelazka. Pamiętam że zamknąłem się w łazience na pól dnia, tato zaczął demontować szybę by się do mnie dostać, haha oboje byliśmy uparci.

Pamiętam też jak wspaniale wynagradzał mnie za rzeczy szczególne, organizował fajnie czas i uchylał nieba mi gdy miał taką możliwość, był dobrym człowiekiem żeby nie było, jednak brakowało mu umiejętności ojcowskich. Ja też nie należałem do najłatwiejszych dzieciaków.

Było wiele fakapów, niektóre wyeliminowałem, nad innymi pracuję.

Patrząc na swoje dzieci powiem szczerze że musiałem się wielu rzeczy oduczyć. Nie jestem z tego dumny ale jeszcze ze dwa lata temu dawałem swoim dzieciakom klapsy, Gdy Liv przechodziła bunt 3-latka to czasem puszczały mi hamulce. Zawsze po tym jak dostała klapsa w dupę czułem się strasznie. Jak totalne zero i szmata, wiecie co? Od ponad dwóch lat nie podniosłem ręki na swoje dzieciaki. Nie krzyczę też na nich. Wiedziałem zawsze że bicie jest złe, jednak coś tak głęboko zakorzenione wymagało czasu i pracy.

 

Jestem dumny z tego. Zacząłem prowadzić inne relacje z dziećmi, bez przemocy, a każdy kto mi powie że dostawał klapsy i wyszedł na ludzi jest totalnym imbecylem, pozbawionym uczuć trollem.

Kolejną rzeczą jakiej musiałem się oduczyć to fakt że zapewne wiem lepiej o pewnych rzeczach. Nie jest to prawdą! Znacie to uczucie gdy zakładamy co jest lepsze dla naszego dziecka? Gdy podejmujemy decyzje z pozycji „dorosłego”, kogoś kto niby ma doświadczenie i wydaje nam się że lepiej wiemy co jest dobre dla naszego dziecka. Gówno prawda, nasza perspektywa jest totalnie nieadekwatna do potrzeb rozwojowych dziecka. Naszym obowiązkiem jest wspierać decyzje dziecka, pokazywać mu różne drogi oraz przede wszystkim dawać wolny wybór.

Innym tematem który musiałem przepracować w sobie to ruszenie dupska. W zasadzie to coś z czym jako tata staram się walczyć świadomie każdego dnia. Wiecie ojce i matki jak to jest. Stary wraca do domu po ciężkim dniu pracy, nie zdążysz jeszcze sciągnąć obuwia, a od progu słyszysz – Tato pobaw się ze mną!

I co wtedy?

Tłumaczysz dziecku że tata jest zmęczony po pracy, że najpierw musi się rozebrać, zjeść obiad, a potem może się pobawić? Traciłem energię na tłumaczenie, zabijałem szczęście w moich dzieciach, w końcu nie widziały mnie pół dnia i nagle mnie olśniło. Może dla Ciebie to oczywiste, dla mnie nie było. Teraz jest.  Zawarłem z dziećmi umowę- Bawimy się określoną ilość czasu od razu, choćby w jednym bucie, a potem tata ma chwilę na prycha, obiad czy odpoczynek, by po wszystkim znów rzucić się w wir zabawy czy pójść na spacer lub kopsnąć się na wycieczkę.

Nie chcę być kimś kto zabija szczęście i radość moich dzieci tylko dlatego że kochają mnie bezwarunkowo i chcą nacieszyć się mną zaraz po moim powrocie.

Następna rzecz którą staram się eliminować to strach. Szczególnie teraz po rozstaniu. Jesteśmy blisko, jednak zauważyłem że mam czasem stracha zabierając Maksa i Livię na miasto. Wiecie, Maks ma głęboki autyzm, różne skrajne zachowania. Czasem chce biec przed siebie, nie zważając na to gdzie jest, czy ja jestem obok. Z drugiej strony mam Livię która potrzebuje innego podejścia, rozmowy. Maks jest niewerbalny, wiele rzeczy robimy na czuja, wiele sytuacji nas zaskakuje. Ale wiecie co? Nie chcę nakręcać się.

Życie z autystą nauczyło mnie widzieć każdy promień słońca, cieszyć się z małych pozornie momentów i przewidywać kataklizmy tam gdzie inni nie widzą powodu by się nad czymś pochylić. Nauczyłem się puszczać obawy i dawać prowadzić nasze codzienne życie moim dzieciom. To one budują ten flow, one są drogowskazem.

Pozwalanie na prowadzenie naszej codzienności przez dzieci jest prawdziwym darem, szczególnie w chwili gdy mamy siebie pare razy w tygodniu, a nie jak wcześniej zawsze pod jednym dachem. Dziecko czuje, dziecko wie czego mu trzeba, czy chcę pląsać, czy się przytulić.

Często o tym zapominamy, dziecko powinno być dla nas przewodnikiem po świecie w którym egzystuje, a my jako rodzice powinniśmy im zapewniać bezpieczeństwo i wsparcie.

Mógłbym jeszcze pisać jak bardzo nieidealnym tatą jestem, ale myśle że zabrakłoby miejsca w tym wpisie. Tak, dawałem klapsy, nie daje ich teraz. Tak, to zło, nie idź tą drogą. Jestem tylko człowiekiem, nie jestem alfą i omegą. Z resztą wiecie sami. Rock n Rollowy Autyzm Tata nie był i nie jest święty. Nie będę za takiego uchodził. Można wiele myśleć na mój temat, można wiele sobie wyobrażać, czasem walne piwko, może sześć, czasem coś zapalę, czasem splunę na chodnik.

Bycie świadomym ojcem i rock n rollowcem się nie wyklucza, a wręcz uzupełnia się doskonale. Ciesze się że tu odnajduję swoje powołanie oraz szczęście. Może dzięki kolejnemu ojcowi w blogosferze zmienimy pryzmat postrzegania nas. Ciesze się że tu wpadłeś/ wpadłaś. Dzięki.

Ave

Zdjecia: http://ewalabuda.com/

Wykorzystujemy pliki cookies. Szczegółowe informacje w polityce prywatności.

Zapisz się aby otrzymać wiecej informacji o książce

Proszę wyślij mi informacje jak kupić książkę.

FreshMail.pl