Tytuł który przyciąga uwagę? Zapewne. Słowa które nie jeden raz w głowie kołaczą się niejednemu rodzicowi dziecka z ASD. Skąd się wziął? Dlaczego trafiło się to akurat nam? Można by mnożyć takie pytania, jednak nie będzie to wpis o tym. Chciałbym wam przedstawić nieco inny punkt widzenia na to zaburzenie, mój własny – ojcowski.

Nie od dziś wiadomo że autyzm ma ogromny wpływ na całe rodziny, może się przyczynić do ich zespolenia, rozpadu, ma wpływ na rodzeństwo, dziadków. Ciekawi mnie jak i na ile osób w okół dziecka ma wpływ pojawienie się ASD? Może kiedyś doczekam się takich statystyk.

Jednak  nie o tym ma być ten wpis.  Chciałem opowiedzieć Wam o tym co ostatnio dość mocno mnie doświadczyło, o czym ostatnio dużo myślę. Pieprzony Autyzm, a co w nim takiego wnerwiającego prócz samego zaburzenia? A to że przeszkadza mi być ojcem, najlepszym jakim mógłbym być. Cholernie przeszkadza.

Akceptacja to istotny element diagnozy i pójścia do przodu, dawno zaakceptowałem autyzm mojego syna, ale akceptacja, a wnerw wynikający z sytuacji które się dzieją przez ASD naszego syna, to dwa różne światy. Jako ojciec który chce się rozwijać i dawać obojgu dzieciakom możliwości doświadczania świata, nabywania doświadczeń i narzędzi do bycia jeszcze lepszym ojcem dla nich, wkurza mnie ten pieprzony autyzm i jego ograniczenia.

Chodzi mi o to że autyzm blokuje naszego syna na wiele doświadczeń, na odkrywanie świata ze mną i jego siostrą. Wkurza mnie, gdy syn wybiera aktywność, daje mu wybór, potem okazuje się że autyzm przeszkadza mu tak bardzo że nie jesteśmy w stanie niczego spróbować. Nie mogę przygotować wielu fajowskich wypadów, wielu aktywności jakie ucieszyły by każdego ośmiolatka. Wiem doskonale, to że nasz syn ma autyzm stawia mnie w pozycji, w której muszę cisnąć jeszcze bardziej, poszukiwania, odgadywania. Robię to, każdego dnia, staram się.

Grzebię w internecie, gazetach, szukam. Wspinaczka, basen, place zabaw, jazda konna, centrum trampolin, piesze wycieczki po górach, zabawa w budowanie, malowanie, wycinanie, oraz wiele innych rzeczy, czasem jedna po drugiej jest blokowana przez autyzm mojego syna. Żeby nie było wątpliwości, daje mojemu synowi i córce wybór.

Podążam za ich przewodnictwem, jednak są takie dni gdy autyzm blokuje wszystko. Dosłownie. Siadam i nie wiem co mam robić. Wszystko jest na nie, czuje się beznadziejny. Ojciec od siedmiu boleści. 

Staram się obejść ten cały autyzm, przełączyć styki, zająć go czymś, by pójść dalej. Tata który jest bezsilny, z wielką miłością i poskładanym sercem na kawałki. Jak to przeskoczyć? Staram się być jak najlepszym ojcem, nie jestem alfą i omegą, zawsze można lepiej, więcej, mocniej, ale utrzymując balans między ojcem, a człowiekiem który tylko chce „pracować” nad swoim autystycznym dzieckiem czuje się jak totalna ofiara.

Czy autyzm mojego syna ze mną wygrywa? Czy poczucie bycia „słabym” ojcem kiedyś zniknie? Panowie, jak to jest u was?

W skrócie, autyzm przeszkadza mi być ojcem jakim chciałbym być, dlaczego? Bo nie rozumiem do końca mojego syna, nie rozumiem jego potrzeb przez pryzmat autyzmu który nie jest równomierny, nie rozumiem jak działa do końca ten cały autyzm. Jak mam być lepszym ojcem, przegrywając na starcie, nie znając tajnych przejść i skrótów w świecie mojego syna?

Chyba jedyne pocieszenie w tym że ktoś taki jak ja zdaje sobie sprawę z trudności i szuka, ciągle tropi wszystkie niuanse i nie poddaje się, jednak to mało pocieszające, bynajmniej dla mnie. Wachlarz blokad jest ogromny, aktywności, jedzenie, odczucia i uczucia, komunikacja.

Chciałbym choć na jeden dzień wejść w twoją głowę synku, poczuć, zrozumieć, odgadnąć i odszukać klucz. Porozmawiać z tobą, zamienić pare słów, zapytać jak było w szkole, co najbardziej ci się podobało w czasie weekendu, dowiedzieć się co lubisz bardziej, a co mniej, co mogę dla ciebie zrobić?

Dupa czasem ze mnie, a nie ojciec.

Wykorzystujemy pliki cookies. Szczegółowe informacje w polityce prywatności.

Zapisz się aby otrzymać wiecej informacji o książce

Proszę wyślij mi informacje jak kupić książkę.

FreshMail.pl