Rodzic czy terapeuta? Oto jest pytanie.

Odwieczne pytanie, tyle odpowiedzi ile ludzi. Ale może każdy z nas powinien zadać sobie to pytanie, mam wrażenie że niektórzy rodzice w trosce o postępy swoich dzieci zatracają tę granicę. Zatraca się także granica między dzieckiem, dzieciństwem, a autyzmem.  Zapytasz co mam na myśli? Każde dziecko jest przede wszystkim dzieckiem, a to jest kluczowym elementem tej relacji.

Prawnie bycie dzieckiem coś oznacza. Nie istotne czy ma się autyzm, choroby genetyczne, wadę wymowy czy rude włosy 😉 (żarcik). Nie ma to znaczenia; ustanowione prawa człowieka, a dalej za tym idąc po nitce do kłębka prawa dziecka nakładają na nas jako dorosłych, rodziców, opiekunów oraz sam system, obowiązek dopilnowania tego.

Czego? Zobacz sam.

Wielu rodziców niestety widzi w swoich dzieciach z ASD „pacjenta”. Osobę zaburzoną, którą za wszelką cenę trzeba wyciągnąć z tego zaburzenia,  Może ostro napisane, ale już tłumaczę. W całej tej bieganinie na terapie, badania, ewaluacje, konsultacje, w całej walce o wyciągniecie dziecko z autyzmu lub co niektórzy nawet mówią o cudownym „wyleczeniu” z autyzmu (ale to już inna bajka), zapominają o podstawowym prawie dziecka…do bycia dzieckiem.

To jest naturalne, chcemy jako rodzice jak najlepiej dla naszych dzieci (w większości przypadków) , oczywiście każde dziecko jest inne, każda rodzina jest niepowtarzalna. Łączy nas autyzm naszych dzieci lub jego brak, choroby a przede wszystkim to że jesteśmy rodzicami. Moj syn ma głęboki autyzm, bardzo słabo komunikuje się werbalnie, żyje w swoim świecie. Frustracje narastają z wiekiem, my gimnastykujemy się by mu pomóc, by wejść do jego świata, by pomóc mu z nami się komunikować.

Kiedyś łapałem się na tym że się zapętlałem. Myślałem że nie nie mogę przestać go stymulować, dawać luzu i w każdej czynności którą wykonywał szukałem właściwości edukacyjnych. Zdawało mi się że jeśli przestanę to będziemy tracić cenny czas.

W środku czułem się złym ojcem, nie poświęcającym wystarczającej uwagi rozwojowi Maksa, dałem sobie zadanie nie do wykonania. Wyciągnąć mojego syna z autyzmu.

Rodzic czy terapeuta? Pozwól dziecku byc dzieckiem.

 

Zajęło mi trochę czasu zanim zrozumiałem jak wielką krzywdę robie swojemu synowi jak i sobie samemu. Nie da się tak żyć, jeśli Ty też tak myślisz to przestań. Dajmy sobie odetchnąć, a naszym dzieciom być dziećmi przede wszystkim.

Nie jest istotna dziś dla mnie pogoń za „uzdrowieniem” syna, ważniejsze jest dla mnie jego szczęście, bycie sobą i przyjmowanie tej codziennej walki na klatę. Miewamy lepsze okresy, miewamy okresy trudniejsze. Ale jesteśmy w tym razem. Szczęśliwe dziecko, to zdrowe dziecko, czasem wystarczy tylko by było zadbane, bezpieczne, najedzone, napojone i w swoim dziecięcym świecie, jaki by on nie był. On jest jaki jest, pracuje ciężko w szkole, oprócz autyzmu ma także opóźnienie rozwojowe. To oznacza że nie do końca największym jego wrogiem jest sam  autyzm. Ten głęboki, ten który nie pozwala mu być podobnym do innych dzieci w jego wieku.

Zaakceptowałem to że jest jaki jest, wyciągam z tego co najlepsze i uczę się każdego dnia pokory przy moich dzieciach. Najbardziej boli mnie to że czasem nie wiem czego Maks chce, daje mu ogrom możliwości wyboru, a nie jest on w stanie wybrać lub ja nie jestem w stanie odczytać jego potrzeb.

Z drugiej strony mamy neurotypową córkę która stara się go zrozumieć i być u jego boku. Niesamowite jak wiele rozumie, jaka jest  cierpliwa i znosi wszystkie burze przez jakie przechodzimy codziennie. Rozumie że Maks jest inny i mimo wszystko jest w stanie wesprzeć go i nas. Pamiętam o jej potrzebach, jej codzienności i rozdzielam potrzeby swoich tak różnych dzieci. Liv jest takim samym dzieckiem, ma prawo do bycia traktowana w taki sam sposób, bycie dzieckiem to jej prawo, a moim obowiązkiem jest egzekwowanie tego prawa.

Dla mnie cholernie ważne jest to by pamiętać o traktowaniu fair obojga dzieci. Wypełnianiu potrzeb, czy jeśli chodzi o rozwój córki czy syna ASD. Na spędzaniu dobrze wykorzystanego czasu z mamą i tatą, razem i osobno. Na byciu dla nich. Mam na uwadze ich inność, one też mają na uwadze to że są tak inni od siebie. Rodzicu pozbądź się poczucia winy że marnujesz czas, możesz być rodzicem i powinieneś nim być przede wszystkim. Terapia, zajęcia, praca z dzieckiem jest ważna, jednak nie zatracaj tych proporcji,

Rozdzielenie i zidentyfikowanie potrzeb swoich tak odmiennych dzieci dla mnie jest w jakiś sposób kluczem do świadomego parentingu. Czy dobrego? Tego dowiem się za kilka lat od swoich dzieci. Taką mam nadzieję. 

Czasami mam dość pisania o autyźmie, chciałbym się zająć pisaniem innych rzeczach ale nie mogę. Autyzm to 50% mojego życia, zawodowo i prywatnie toczymy z nim bitwy. Wiem także że niebawem zaczną przychodzić wpisy pozytywne, bardzo zwyczajne i nie wnoszące wiele w ten temat. Czyż nie tak wygląda nasze życie. Działamy na wielu płaszczyznach i każdy z nas jest w pewnych momentach takim zwykłym Januszem. Któremu nie chce się dziś ogolić pyska.

Wracając do pytania, myśle że podejmując się używania podziału procentowego to skłaniałbym się do rozkładu 30% terapeuta, 70% rodzic. W obu jednak przypadkach 100% dziecka i dzieciństwa dla naszych pociech, nie zależnie od poziomu ASD, opóźnień rozwojowych, chorób, niepełnosprawności czy traumy.

AVE

Rodzic czy terapeuta? Pozwól dziecku byc dzieckiem.

Ah te letnie burze u babci i dziadka.

Wykorzystujemy pliki cookies. Szczegółowe informacje w polityce prywatności.

Zapisz się aby otrzymać wiecej informacji o książce

Proszę wyślij mi informacje jak kupić książkę.

FreshMail.pl