To był mega trudny dzień dla mnie, w zasadzie rzekłbym że bardzo trudny. Na wielu płaszczyznach. Chcę się z Wami podzielić przemyśleniami, emocjami i refleksją nad moim życiem które ostatnio zmieniło się jak już wiecie o 180 stopni. Nie narzekam, cisnę i idę do przodu. 

Jak co niedzielę miałem dzieciaki od wczesnego ranka tylko dla siebie, zdecydowaliśmy że po śniadaniu pojedziemy do botanika w Edinburgh’u. Maks od rana miał wielkie halo.

Nie podobało mu się nic, zaczęło się od tego że odmówił wyjścia z auta zaraz przed śniadaniem u mnie. Siedziałem obok auta na chodniku, czekając aż zmieni zdanie.

Czasem zadawałem mu pytania chcąc dowiedzieć się czego może chcieć, czasem oddając mu czas którego dziś potrzebował.W domu ewidentnie nie był sobą, lekko pojękiwał z niezadowolenia, był dość emocjonalny i łzawy. Dostał na chwile Ipada, nie był o dziwo nim zainteresowany, zjadł śniadanie i jakoś to wyglądało. Livia z kolei, miała fantastyczny dzień, pełna zrozumienia dla brata, dzielnie czekała na nas siedząc na krawężniku, bawiąc się kamykami.Rozmawiając ze mną jak gdyby nigdy nic, co za fascynująca pięciolatka. W domu również dawała Maksowi przestrzeń, nie starała się mu przeszkadzać w niczym.

Wreszcie ruszyliśmy do botanika, chwila radości, śpiew w aucie, piękna pogoda oraz ja i moje dzieciaki. Niestety przed samym wejściem do ogrodu botanicznego Maks doznał ataku płaczu, smutku, a ja za żadną cholerę nie wiedziałem dlaczego, skąd to, co jest tego powodem. Maks jest dzieckiem niewerbalnym w zasadzie, z ogromnym problemem jeśli chodzi o komunikacje potrzeb. Czasem wymienię milion rzeczy zanim mi przytaknie na jedną z nich.

Wreszcie po dziesięciu minutach weszliśmy do środka, nasza wycieczka nie trwała długo. Maks zaprowadził nas do kafejki gdzie zażyczył sobie loda, no problemu. Razem z Livią wybrali po lodzie, usiedliśmy i delektowaliśmy się tym co każde z nas wybrało sobie na ten wczesny lunch. Maks wydawał się poirytowany, zły, co chwile mi oddawał loda, potem znów go chciał. Coś wisiało w powietrzu, a ja nie potrafiłem dostrzec co.

Potem już było tylko trudniej, Maks odmówił chodzenia, zaczął płakać, uciekać a ja nie miałem pojęcia dlaczego. Kiedy go pytałem to nie odpowiadał, Nie raz byliśmy w takich sytuacjach i nauczyłem się że w takich momentach się zatrzymuję. Skupiam uwagę na moim synu, córce. Niczym Frodo który zakłada pierścień jesteśmy my, a cała reszta świata przemyka gdzieś obok. Maks płaczę, ja staram się go to pocieszyć, to pomigać mu że wszystko jest ok. Ludzie się gapią. A niech się gapią, Liv dzielnie zajada loda i zajmuje się sobą.

Po chwili urywa maleńkiego żółtego kwiatka i mówi: Tato, to dla Ciebie. Uświadomiłem sobie w tym momencie że mimo tego że życie spłatało mi figla, że mimo tego że wyobrażałem sobie że będziemy zawsze rodziną jaką miałem do tej pory czyli żona, ja i dzieci, to nie jest to w żadnym wypadku miarą mojego sukcesu jako ojca. Moje dzieci tak bardzo różne, tak bardzo potrzebujące indywidualnego podejścia zdają się rozumieć wszystko czasem lepiej niż ja sam.

Ten kwiatek to był najlepszy prezent dla mnie, wiecie dlaczego?

Bo uświadomiłem sobie że nasze dzieci mają w sobie tak ważne emocje, empatie, zrozumienie otaczającego je świata i problemów z którymi borykam się Ja jako ojciec i jako facet. Moja córka która ma pięć i pół roku, rozumie moją codzienną walkę o lepsze jutro dla Maksa, czuje że czasem tata jest u granic możliwości i wie kiedy może mi pomóc. Instynktownie dodając mi kopa swoją miłością. Za tym kwiatkiem poszło niewypowiedziane-Tato, dziękuję że jesteś i dajesz radę.

Maks miał cholernie ciężki dzień, dalej niż sto metrów od wrót ogrodu nie zaszliśmy. W pewnym momencie stwierdziłem że kosztuje to Maksa naprawdę wiele emocji i nie będę go ciągał tam gdzie nie ma ochoty być. Padliśmy na kocu na polance i odpoczywaliśmy. Maks nie był za szczęśliwy, położył się na trawie smutny.

Dałem mu przestrzeń, zignorowałem bo widziałem że moja bliższa obecność nie pomaga. Czasem jest lepiej się usunąć, czasem w życiu takie chwile się nam trafiają. Nie mamy ochoty z nikim gadać, obcować nawet myśleć o innych. Ten dzień dopiero się zaczął, potem było kopanie piłki, wspólne ganianie się. Potem uderzyliśmy do wspaniałego parku na odludziu. Wśród pól i stadnin koni, plac zabaw o wspaniałych krajobrazach jak i wdzięcznej nazwie Seven Akre Park.

Maks dalej był nieswój ale na szczęście gdzieś ta irytacja się rozpłynęła.

Dlaczego o tym piszę? O czym jest ten wpis, zapytasz?

Ano, pomyśl. O życiu. Czasem mamy plan, ideę, wyobrażenia tego jak będzie wyglądał nasz dzień, nasze życie. Czasem jednak los płata nam figla. Zrzucając nam na głowę na przykład autyzm dziecka. I co wtedy? A potem kiedy się już zaczynać otrzepywać dorzuca kolejne niespodzianki, jak i w naszej zwykłem codzienności.

Nie tak sobie wyobrażałem dzień ojca, nie tak wyobrażałem sobie bycie tatą. Instytucja rodziny dla mnie zmieniła się diametralnie, dziś rodzina to ja i dzieci, rodzina to moja ex i dzieci.Pisałem  już o tym tutaj;Rola ojca, rodziny i jej status My gdzieś tam po środku próbujemy dogadywać się jak najlepiej, czasem jest mi cholernie ciężko gdy odwożę dzieci, tak jak jest ciężko odgadnąć co mogę zrobić lepiej dla Maksa i Livii w dniu jak ten.

Autyźmie dziś wygrywasz, ta bitwa należy do ciebie.

Zapamiętałem tą lekcje, nasze dzieci są naszym skarbem, wiele widzą i odpowiadają na to co widzą. To był dla Maksa mega emocjonujący dzień, dla mnie mega głęboki. Człowiek się czasem musi pochylić i powiedzieć :Autyźmie dziś wygrywasz, ta bitwa należy do ciebie. A z drugiej strony ten dzień pokazuje że wygrywamy wojnę o wspaniałą, kochającą się, szanującą rodzinę.

Livia, Maks…dziękuję za one of a kind dzień ojca…Taty

Foto: Wojciech Zduński 0 http://slubny-kadr.com/

Wykorzystujemy pliki cookies. Szczegółowe informacje w polityce prywatności.

Zapisz się aby otrzymać wiecej informacji o książce

Proszę wyślij mi informacje jak kupić książkę.

FreshMail.pl