Jak wiecie wybrałem się na wakacje. Dziś chciałem Wam przedstawić pare zdjęć oraz pare przemyśleń na półmetku wakacyjnym z dziećmi. Nie byłem pozbawiony obaw i wiele myśli kłębiło mi się w głowie z racji tego co się działo w naszym życiu i temat jest bardzo świeży. To jednak dzieci są tutaj najważniejsze. Czas z nimi, ich mamą. Nasz wspólny czas.

Wylądowaliśmy w Krakowie gdzie czekał na nas wynajęty samochód. Oczywiście nie obyło się bez niespodzianek, zamiast corsy była fabia. Auto to auto. Nie marudząc specjalnie pojechaliśmy do Nowego Sącza.

Byłem zestresowany lekko, bałem się jak zostane przyjęty, jak będziemy oddziaływać na siebie samych, a przez to na dzieci. Nastawiłem się pozytywnie, bo jednak jestem tu dla dzieci i po to by spędzić z nimi czas w jak najlepszy sposób.Po wczesnym wstawaniu dojechaliśmy do Sącza kolo 14-tej, wieczorem ze szwagrem i Livią podjechaliśmy do teściowej po paczkę z ubraniami dla dzieci którą wcześniej wysłała mama naszych dzieci zamiast telepać się z wieloma bagażami.

Kolejnego dnia trochę zakupów, trochę spacerów, załatwianie papierkowej roboty związanej z  owymi paszportami dla dzieci, potem zabrałem dzieciaki do kina. Maks i Livia wybrali Despicable Me 3 czyli w tłumaczeniu w kraju – Gru, Dru i Minionki. Maks był ucieszony, zajadał popcorn i oglądał śmiejąc się w głos. Livia też nie mniej zachwycona. Moja opinia jest tu nieistotna, jednak byłem dość zawiedziony po pierwszej i drugiej części.

Wieczorem dzieciaki odwiedził kuzyn, dzieciaki bawiły się, mamy rozmawiały, a ja zdecydowałem się ulotnić żeby dać im trochę prywatności i nie czuć się jak piąte koło u wozu. A że kino mamy nieopodal to zdecydowałem się na samotny seans filmowy. Miałem do wyboru Króla Artura  lub nową część Transformersów. Jestem wielkim fanem tej serii wiec zdecydowałem się na pokaz w 3D. Jestem zachwycony, lekki, wiele się dzieje i jak zwykle możemy się pośmiać czy nawet jak w moim wypadku wzruszyć.

Kolejny dzień przyszedł szybko, rano miałem umówioną wizytę w studiu tatuażu Stigmatum i to wypełniło mi pól dnia. W tym czasie dzieciaki z mamą poszły do kina na Autka 3. Będę musiał nadrobić ten film z nimi jak już ukaże się na DVD. Dzieciaki zachwycone, czekają na filmy które były reklamowane przed seansami. Dla Livii oczywiście My Little Pony Movie, do tego Maks oszalał na punkcie Kapitana Majtasa. Ciekawie zapowiada się także Mała Wielka Stopa.

Kolejny dzień spędziliśmy na wsi u babci i dziadka. Niesamowity dzień, niesamowity czas z dziećmi i pełny refleksji jeśli chodzi o moją osobę i całą sprawę wspólnych wakacji po rozstaniu. Na start kawusia na ganku, Maks był przeszczęśliwy, biegał po podwórku i mówił I Love it. Uśmiechnięty od ucha do ucha. Livia poszła z dziadkiem karmić  króliki. Największą frajdą było – UWAGA – polowanie na wredne muszyska plastikową łapką. Maks odpoczywał na leżaku, wiele czasu spędził na ganku rysując i kolorując. Czuł się ewidentnie szczęśliwy i bardzo wyciszony. Wieś wpływa na niego naprawdę dobrze.

Livia spacerowała z tatą , poszła z babcią i mamą do sklepu. Potem na grzyby do lasu. To dziewczynka która kocha przygody. Zbierała maliny, kwiatki. kurki i podgrzybki. Niesamowite widzieć swoje dzieci w innej roli. Dzieciaki wychowywane tylko w mieście wiele tracą. Wieś to prawdziwy skarb. Dla naszego autysty, spokój i natura, nieograniczone przestrzenie i cisza. No może tylko irytujące muchy psują klimat. Jednak kiedyś Maks panicznie bał się much, uciekał jak poparzony, dziś na nie poluje i odgania je bez wrzasku. Maks miał swoje momenty. Czasem nie chciał wyjść z auta, czy jego plany były zupełne inne niż reszty paczki. Nie raz szliśmy za jego przewodnictwem i to było mega piękne. Ten tydzień pokazał autyzmowi środkowy palec. Daliśmy razem radę bawić się lepiej niż kiedykolwiek.

Muchy zostały pokonane. Przez Maksa i jego paniczny strach jak i przez Livię która w jeden dzień ubiła dziesięć.

Obiad, kawusia, zabawy w dziadka Tico i spędzanie czas z dziadkami i rodzicami razem. Warto. Były momenty gdy mimo tego że byłem wśród ludzi byłem totalnie sam. Dzieciaki były w aucie, ex z dziadkami rozmawiali o czymś, a ja dryfowałem w myślach. Wiecie, jestem niby kimś bliskim ale już nie rodziną.

Rozumiem to, nie wiadomo jak mnie traktować, już się ze mną nie żartuje, nie pyta się co robię zawodowo, jakie kolejne rzeczy mam przed sobą. Nie pyta się nawet co słychać. Smutne, alienujące trochę, ale wiecie co, nie mam tego nikomu za złe. Nikt nie uczy nas jak się zachować w takich sytuacjach, nie ma jakiegoś określonego programu zachowań. Zazwyczaj rodzina przyjmuje stronę córki/syna, a ex przestaje być w okolicy. A tu nie dość że jest obok, to wspólnie spędza wakacje i wpada z wizytą. 

Kolejne dni to czas na wycieczki do pobliskiej Krynicy, zabawy, przejażdżka ciuchcią, portrety z kolorowego piasku i obiad na mieście. Dzieciaki i Tata. Wzruszyłem się wspominając te wspaniałe chwile.

Pierwszy wniosek to taki że, jest mi mega ciężko. To wszystko jest bardzo świeże, spędzanie wakacji zaraz po rozstaniu nie jest najłatwiejszą sprawą. Nie chcę przede wszystkim się ani tłumaczyć ani stawiać w roli jakiejś ofiary bo nią nie jestem. Myślę że oboje mamy jaja że podołaliśmy. Dla mnie był to niesamowity tydzień z dzieciakami, niesamowity czas w którym one były na wygranej pozycji. Miały obok tatę i mamę.

Kolejny to taki że mimo bycia wśród ludzi były momenty gdy czułem się mega samotny. Siedziałem wpatrzony w góry i czułem się sam. Wiecie, taki niewidzialny czasami. Ale da się z tym żyć, tłumaczę sobie to tym że, robie to dla mnie i dzieci. Kolejne uczucie to smutek a wraz z nim łzy. Szczególnie gdy dzieci już zasypiały, a ja siedziałem na balkonie z fajeczką.  Bo jednak świadomość że za tydzień wyjeżdżam i nie będę widział dzieciaków przez kolejne dwa tygodnie jest smutna.

Zrozumiałem też że choćby wszystko się miało zmienić, choćby czas uleczył wszystkie rany, to będę pamiętał że od początku zrobiliśmy wszystko by dzieciaki wyszły na tym najlepiej. Porozumienie ponad podziałami. Naprawdę jestem mega dumny z tego że potrafiłem na końcu wspólnego urlopu, powiedzieć mojej ex Dziękuję Ci za ten wspaniały tydzień, to naprawdę był dobry czas dla dzieciaków i ciesze się oboje zrobiliśmy wszystko by ta niełatwa i świeża sytuacja nie wpłynęła na nas. Po czym podałem jej rękę i przytuliłem ją do siebie. Ja zrobiłem wszystko ze swojej strony, nikt mi nie zarzuci że nie starałem się myśleć o dzieciach jako najważniejszych osób w tym wszystkim.

 

Kontynuuje wakacje i spotykam się z przyjaciółmi, relaksuje się i podróżuję. Smakuje nowe potrawy, tęskniąc za dzieciakami i odliczając dni do ich powrotu. Za niecały tydzień czas wracać do pracy. Pozwólcie że pociesze się tą chwilą szaleństwa.

Ave.

Wykorzystujemy pliki cookies. Szczegółowe informacje w polityce prywatności.

Zapisz się aby otrzymać wiecej informacji o książce

Proszę wyślij mi informacje jak kupić książkę.

FreshMail.pl