Wstydzę się

Dużo myślę; taka już moja natura. Wszystko zmieniło się w moim życiu, a ja staram się jakoś to zrozumieć, powoli dochodzą do mnie różne myśli, zaczynam swoją własną retrospekcję i pojawiają się nowe tematy które muszę przepracować w swojej głowie. Jednym z nich jest poczucie cholernego wstydu.
Usiądź, a ja opowiem Ci czego się wstydzę, ciekawy?

Mijają kolejne dni, tygodnie, miesiące od kiedy nie mieszkam z dziećmi i żoną. Dokładnie mówiąc to minęły już ponad trzy miesiące. Są lepsze dni, są też gorsze. Czasem gdy siedzę w pustym domu mam ochotę krzyczeć przez łzy. Dlaczego? Zwyczajnie są takie momenty kiedy moje emocje wygrywają ze mną samym. W zasadzie nie emocje, a brak wiedzy o tym jak się zachować, jak przyjąć taką kolej rzeczy na klatę. Pada kolejne pytanie, czy trzeba to przyjmować na klatę? A może to tylko stereotyp, może ja mam prawo poskładać się i roztrzaskać na kawałki?

Ciekawa sinusoida uczyć, daje wiele do myślenia. Czasem czuję się mega zdołowany, czasem widzę więcej pozytywów w tych zmianach w życiu, to naturalne, jak pory roku. Drobna refleksja, a poniżej meritum wpisu. 

Ostatnio pomyślałem o moim dobrym przyjacielu który mieszka w Edynburgu. Wiecie znam go od przedszkola. Chodziliśmy do tego samego przedszkola, potem do tej samej klasy przez osiem lat w podstawówce. Pierwsze jointy, piwko, wódeczka. Ta sama paczka znajomych. Mieszka tu, raz na jakiś czas się kontaktujemy, czasem wpadaliśmy do siebie z żonami i dzieciakami, pomagaliśmy sobie. Minęło ostatnio sporo czasu, pewnie dobre pól roku od ostatniej rozmowy telefonicznej. Uświadomiłem sobie że wstydzę się zadzwonić.

 

Czuję się skrępowany tym że będę mu musiał tłumaczyć jak bardzo się zmieniło moje życie i dlaczego. Wstydzę się, że pomyśli że coś zjebałem lub odwaliłem. To jego oceny się wstydzę. Niestety, jest nawet ogromna szansa, że wie co się dzieje w moim życiu, wszystko można wyczytać z bloga czy mojego fejsa, ale jednak się wstydzę. Czy nie jest to dziwne? Wiele rzeczy w życiu odpierdoliłem, wiele błędów popełniłem, przyznaje się i nie wstydzę się tego. A tu, wstyd mi, poczucie porażki wypełnia moje serce i głowę.

 

Zapewne jest wielu facetów którzy po rozstaniu przechodzą przez to samo, poczucie totalnej porażki. Stąd pojawił się pomysł na moją nową książkę. By zrozumieć, by podzielić się tym przez co ja przechodzę. By ktoś w podobnej sytuacji zrozumiał że to jest normalne, naturalne i całkowicie odpowiednie. Wstydzę się tego co się stało. Wstydzę się czasem popatrzeć w lustro bo nie znam odpowiedzi na pytanie które sobie każdy facet zadaje po rozstaniu. Jak to się kurwa stało? Wybacz moje wulgaryzmy, chcę zwyczajnie uwydatnić i zaznaczyć nimi to co czuje. Wzmocnić przekaz.

 

Wstydzę się przyznać że też popełniłem błędy, szczególnie w początkowych tygodniach rozstania, nie będę się usprawiedliwiał bo nie mam nawet podstaw. W czasie pierwszych dni miałem chyba głowę w dupie. Jakieś pytania o kasę i jej podział, ciągła chęć zadawania pytań: dlaczego? Jakieś idiotyczne docinki. Ja pierdole, jakim ja byłem dupkiem. Szok. I co się dzieje teraz? Powiem Ci: nie śpię po nocach, nie daje mi to spokoju. Brzydziłem się sobą przez długi okres czasu, wstydzę się tego, ale powiem Ci o tym. W nowych sytuacjach wychodzi z nas coś nowego. Nie zawsze dobrego.

 

Dziś poprosiłem o wysłuchanie, przeprosiłem, powiedziałem dokładnie za co. Nie chcę wybaczenia, nie po to przeprosiłem, to nic nie zmieni, to o mnie świadczy. I tu wychodzi moja pieprzona wrażliwość która, czasem odnoszę wrażenie jest moim przekleństwem. Goście do mnie piszą że oni by zwyzywali swoje ex od najgorszych, wywalili z domu, zatłukli. Serio? I ty masz czelność zwać się mężczyzną? Brzydzę się tobą. Ja nie podniosłem głosu nigdy, nie wspominając o ręce.

 

Wstydzę się tego że czasem gdy dzieci wracają do siebie, siedzę w pustym domu, nie zapalam nawet światła i myślę. O tym że wszystko straciłem, że nie mam nic. Wiem że to tylko pozorne i płytkie. Mam kochające dzieci, pasje, wspaniałych ludzi wokół siebie, bloga, was i całe życie przed sobą. Korzystam z psychologa i jest to mega fantastyczne doświadczenie, rozmowa, dochodzenie do podstaw swoich odczuć. Daje radę. Ale właśnie przesiedziałem dwie godziny, a w zasadzie przeleżałem na sofie z nogami na stoliku, patrząc jak wiatr miota liście na drzewie w zupełnej bezczynności. Dlaczego o tym piszę? Bo chcę ci uświadomić że takie dni nawet ma ktoś tak uśmiechnięty na co dzień jak ja.

Wstydzę się przyznać że nie poszło mi tym razem, wstydzę się cieszyć życiem, być zadowolony z codzienności, wstydzę się powiedzieć że mi czasem ciężko, wstydzę się być postrzegany jako ten zły, ten co pewnie zostawił rodzinę. Nie jest tak, ale mimo wszystko jest mi wstyd. Może jutro napiszę sms’a do kumpla, tak chyba będzie łatwiej zacząć. Dalej się wstydzę.

Dzięki.

Ave

 

Wykorzystujemy pliki cookies. Szczegółowe informacje w polityce prywatności.

Zapisz się aby otrzymać wiecej informacji o książce

Proszę wyślij mi informacje jak kupić książkę.

FreshMail.pl